Jacek Krzemiński | 5.03.2021

Po pandemii też więcej z nas będzie pracować zdalnie

Pracować dla dużej warszawskiej firmy, za wysoką pensję, ale z domu, mieszkając np. w Bieszczadach. Komu z nas to się nie marzy? Ale to będzie teraz dużo bardziej realne niż wcześniej, bo wiele dużych firm, także w Polsce, uznało, że praca zdalna – przynajmniej w przypadku niektórych pracowników – to dobre rozwiązanie.

W brytyjskiej gazecie „Financial Times” ukazał się niedawno bardzo ciekawy artykuł. Omawiający badania naukowców z Uniwersytetu Chicagowskiego, którzy przeanalizowali, jakie prace można wykonywać zdalnie, w domu i jaka część osób mogłaby tak pracować. Według ich analiz w Stanach Zjednoczonych aż 37 proc. wszystkich pracowników mogłoby pracować z domu (w finansach aż 90 proc., a w firmach technologicznych z Doliny Krzemowej – 50 proc.), we Włoszech i Hiszpanii – 1/3, w Luksemburgu większość, a w Turcji i Meksyku – 20 proc. W artykule nie ma danych na temat Polski, ale można śmiało założyć, że u nas ten wskaźnik powinien być na poziomie co najmniej Włoch i Hiszpanii, czyli sięgać 1/3. Trzeba przy tym dodać, że przejście na pracę zdalną jest możliwe głównie w przypadku pracy umysłowej.

Teraz pytanie, jak te możliwości przełożą się na rzeczywistość. To znaczy, ilu z nas także po pandemii będzie mogło pracować zdalnie. Według badań ankietowych przeprowadzonych w USA (na grupie 15 tys. osób) po uporaniu się z pandemią koronawirusa Amerykanie będą średnio 22 proc. swego czasu pracy spędzać w domu, pracując zdalnie. Przed pandemią ten wskaźnik wynosił tam 5 proc. Zmiana będzie więc ogromna. I wszystko wskazuje, że w Polsce będzie podobnie. Wiele firm w naszym kraju już zmniejszyło powierzchnię wynajmowanych biur, zakładając, że część pracowników będzie już na stałe pracować zdalnie. 

Jeden z menedżerów największego banku w Polsce, PKO BP, powiedział mi, że w warszawskiej centrali tegoż banku aż 35 proc. pracowników ma docelowo przejść na pracę zdalną. Jednak wiele działających w naszym kraju firm chce zastosować tzw. model hybrydowy. To znaczy, żeby ich pracownicy pracowali zdalnie tylko przez część tygodnia, a przez pozostałą część – w biurze firmy. Potwierdzają to wyniki badań ankietowych zespołu prof. Krzysztofa Obłója z Akademii Leona Koźmińskiego, przeprowadzonych na grupie ponad 100 polskich przedsiębiorców i menedżerów. Wynika z nich, że firmy w Polsce już pogodziły się z tym, że przynajmniej część pracy będzie wykonywana przez ich pracowników zdalnie. I przyszłość pracy widzą tak, że będzie to właśnie model hybrydowy (czyli część pracy w domu, część w biurze), choć z przewagą pracy stacjonarnej, w biurze firmy.   

Ale nawet taki hybrydowy model bardzo wiele zmieni. Bo jeśli nasz pracodawca jest np. z Warszawy, to także przy tym modelu będzie dużo łatwiej mieszkać poza stolicą, i to nie tylko w jej bezpośrednim sąsiedztwie (w którym ceny mieszkań, domów i działek też są bardzo wysokie), ale także dalej.

Dlaczego wiele firm, również w Polsce, decyduje się na to, by pozwolić przynajmniej części swych pracowników już na stałe pracować zdalnie? Między innymi dlatego, że oznacza to dla nich duże oszczędności. Wynikające w pierwszej kolejności z tego, że firma, której część pracowników pracuje zdalnie, może wynajmować mniejsze biuro. Chodzi też o to, że w przypadku pracy zdalnej firma może szukać pracowników mieszkających dalej od jej siedziby, więc łatwiej jej będzie ich znaleźć.

Zaś sami pracownicy nie muszą wtedy tracić czasu na dojazdy do pracy (pracującym w Warszawie te dojazdy zajmują często więcej niż dwie godziny dziennie), stać w korkach, płacić za parkowanie pod biurem (nie wszyscy mają służbowe miejsca parkingowe), kupować obiadów. Nie muszą głowić się jak zdążyć odwieźć przed pracą dzieci do przedszkola i do szkoły, a po południu ich stamtąd zabrać (w dużych miastach wielu rodziców musi dowozić swoje dzieci do przedszkola i do szkoły). A przede wszystkim mogą zamieszkać tam, gdzie kupią lub wynajmą taniej mieszkanie, dom czy działkę. Co w przypadku największych polskich miast, w których nieruchomości są już bardzo drogie, ma olbrzymie znaczenie.

Nie chodzi jednak tylko o ceny nieruchomości, ale o możliwość zamieszkania dalej od dużego miasta, tam, gdzie jest spokojniej i ciszej, gdzie nie ma typowego dla polskich przedmieść i najbliższych okolic dużych polskich miast chaosu przestrzennego i architektonicznego, gdzie łatwiej o miejsce w szkole czy przedszkolu, gdzie nie ma korków, gdzie jest czystsze powietrze i ładniejsze, bardziej harmonijne otoczenie, gdzie deweloperzy nie zabudowują każdego wolnego skrawka przestrzeni, terenów zielonych, gdzie nie wycina się pod zabudowę lasów (wycina się je pod zabudowę chociażby w Warszawie, w takich dzielnicach, jak np. Wawer czy Wesoła), gdzie zabudowa nie jest tak gęsta i intensywna jak w dużych miastach. Bo to wszystko przecież decyduje o jakości życia.

Na podstawie: The Financial Times, Wirtualnemedia.pl, Polityka Insight, Becker Friedman Institute

Jacek Krzemiński