Jacek Krzemiński | 5.03.2021

Ceny mieszkań w największych polskich miastach nie przestaną rosnąć

Według prognozy Banku Credit Agricole ceny mieszkań w największych polskich miastach (Gdańsk z Gdynią, Łódź, Kraków, Poznań, Warszawa, Wrocław) w najbliższych dwóch latach będą nadal rosły.

Wprawdzie nieco wolniej niż dotychczas, ale więcej niż o 5 proc. rocznie. Średnia cena transakcyjna nowych mieszkań (od deweloperów) w tych miastach ma wzrosnąć z 8,9 tys. zł za metr kwadratowy w IV kwartale 2020 r. do 11 tys. zł za mkw. w 2023 r. Ma to wynikać z utrzymującego się dużego popytu na mieszkania w największych polskich miastach i „ograniczonej podaży nowych mieszkań związanych z trudnościami deweloperów w pozyskiwaniu nowych gruntów pod inwestycje”.

Ciekawsze jest jednak co innego. A mianowicie to, że według danych Narodowego Banku Polskiego w największych, wymienionych wyżej polskich miastach ceny mieszkań rosną nieustannie od 6 lat i spadły tylko w II kwartale zeszłego roku, po wybuchu pandemii koronawirusa. Jednak w kolejnym kwartale znów zaczęły rosnąć. Wzrastają też od kilku lat w mniejszych miastach wojewódzkich, takich, jak Białystok, Bydgoszcz, Katowice, Kielce, Lublin, Olsztyn, Opole, Rzeszów, Szczecin i Zielona Góra. Ale w tych miastach ceny są wciąż dużo niższe niż w największych polskich metropoliach. W III kwartale 2020 r. w Warszawie średnie ceny transakcyjne mieszkań nowych sięgnęły 10,2 tys. zł, a używanych – 10 tys. zł, w Gdańsku – 9 tys. (nowe) i 8,8 tys. zł (używane), w Krakowie – 8,8 tys. i 8,1 tys. zł, w Łodzi – 6,4 tys. i 5,6 tys. zł, w Poznaniu – 7,5 tys. i 6,9 tys. zł, a we Wrocławiu – 8,1 tys. i 7,3 tys. zł. Średnia dla tej grupy miast wyniosła przeszło 8 tys. zł dla mieszkań nowych i ponad 7 tys. zł dla mieszkań używanych. Tymczasem średnia dla Białegostoku, Bydgoszczy, Katowic, Kielc, Lublina, Olsztyna, Opola, Rzeszowa, Szczecina i Zielonej Góry to 6,2 tys. zł (mieszkania nowe) i 5,7 tys. zł (mieszkania używane).

Jaki z tego wniosek? W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy Trójmieście ceny mieszkań są już tak astronomiczne, że nie rekompensują ich wyższe średnie zarobki w tych miastach. Dla przykładu: w Warszawie średnie ceny mieszkań są dwa razy wyższe niż np. w Płocku i Siedlcach, ale średnie pensje w stolicy nie są dwukrotnie większe niż w tych dwóch mazowieckich miastach. Poziom bezrobocia też nie jest w Warszawie dwa razy niższy niż tam. Z czego to wszystko wynika? W dużej mierze z tego, że Polacy, którzy zmieniają miejsce zamieszkania (np. po studiach), najczęściej albo emigrują do zachodniej Europy albo wybierają kilka największych polskich miast: Warszawę, Wrocław, Poznań, Trójmiasto i Kraków. To z kolei napędza ceny mieszkań w tych metropoliach. Czy nie powinno to nam dać do myślenia? Czy te ceny warte są zapłacenia (mieszkania, domy czy działki kupujemy zwykle na kredyt, więc wraz z odsetkami od kredytu kosztuje nas to dwa razy więcej)? Czy warte są tak dużych rat kredytu mieszkaniowego? Czy naprawdę to w tych miastach najlepiej w Polsce się żyje? Czy to one tworzą najlepsze w naszym kraju warunki do życia i pracy, żeby w pierwszej kolejności tam szukać swego miejsca na Ziemi? Czy najdroższe dzielnice i osiedla w tych miastach rzeczywiście są najlepsze, a najtańsze – najgorsze (dla przykładu jedna z najlepszych warszawskich dzielnic – Wesoła należy jednocześnie do najtańszych, jeśli chodzi o ceny mieszkań, domów i działek)?

M.in. na takie pytania będziemy odpowiadać w naszym serwisie.

Jacek Krzemiński