Jacek Krzemiński | 20.04.2021

Najlepiej zaplanowane polskie miasta

Publikujemy zestawienie dużych i średnich polskich miast, w którym wzięliśmy pod uwagę to, jak ich samorządy dbają o ład przestrzenny i architektoniczny. Jedną z najlepszych miar, jakimi da się to ocenić, jest procent powierzchni miasta objęty lokalnymi (a mówiąc fachowo: miejscowymi) planami zagospodarowania przestrzennego. Dlatego, że tam gdzie planów nie ma, nowa zabudowa jest brzydsza, bardziej chaotyczna, mniej spójna z sąsiednimi budynkami. Tam, gdzie planów nie ma, o tym, co i jak można budować, decydują urzędnicy, a ich decyzje są dość uznaniowe. Tam, gdzie planów nie ma, samorządy mają mniej narzędzi, by nie ulec presji tych deweloperów, którzy budują na zasadzie: jak najwięcej wycisnąć z działki (nie dbając o to, czy budynek pasuje do otoczenia, czy nie jest zbyt duży, czy jest wystarczająco dużo terenu do rekreacji i miejsc parkingowych itd.). To brak planów zagospodarowania przestrzennego prowadzi do sytuacji, w których np. między domy jednorodzinne wciska się bloki (to często dzieje się w Warszawie, której tylko 39 proc. powierzchni jest objęta planami), co z kolei w wielu przypadkach skutkuje ostrymi protestami i konfliktami społecznymi. To przez brak planów w wielu polskich miastach nowa zabudowa zamiast upiększać miasto często je oszpecała, bo była chaotyczna, brzydka i nie pasowała do otoczenia, do istniejących wcześniej sąsiednich budynków, nie tworzyła tkanki miejskiej, ale ją niszczyła.

Inaczej to wygląda, gdy plan zagospodarowania jest. Bo ów plan dokładnie określa, co i jak można zbudować. Określa wielkość budynków, ich wysokość, usytuowanie względem ulicy i sąsiednich budynków, to, jaka część działki może być zabudowana, a często nawet, jakie ma być ogrodzenie, jakie nachylenie dachu, jakie linie okien itd. Plany zagospodarowania są po to, by miasta piękniały, a przynajmniej nie brzydły, by nie można było budować czegokolwiek i gdziekolwiek. W Polsce to jest szczególnie ważne, bo wygląd większości polskich miast został zmasakrowany za PRL (bezładnie budowanymi blokami i blokowiskami, odstąpieniem od koncepcji zwartej zabudowy, zabudowy „pod sznurek”, blokami budowanymi na starówkach, a nawet na staromiejskich rynkach itd.). Po upadku komunizmu w bardzo wielu miejscach nie zmieniło się to na lepsze: bo nie dbano tam, by nowo powstająca zabudowa upiększała miasto, by pasowała do otoczenia, by była ładna, harmonijna i spójna ze swoim sąsiedztwem. Niestety, tak było przez wiele lat, po 1989 r., także w stolicy Polski, Warszawie. Dlatego Warszawa wciąż jest brzydkim miastem.

I z tych samych powodów przeżywamy szok, gdy jedziemy do zachodniej Europy i oglądamy tamtejsze miasta: na ogół wciąż dużo ładniejsze od polskich. Ale to nie tylko wynik lat PRL i tego, że kraje zachodnioeuropejskie są wciąż dużo zamożniejsze od Polski. To także efekt braku odpowiedniego podejścia do planowania przestrzennego, efekt braku dbałości o przestrzenny i architektoniczny ład.

Reasumując: im większa część powierzchni miasta jest objęta lokalnymi planami zagospodarowania przestrzennego, tym lepiej. Bo od tego zależy, czy miasto będzie mieć ładną, harmonijną i spójną zabudowę czy będzie zabudowywać się chaotycznie i brzydnąć.
Ale od tego zależy jeszcze, w jakim tempie miasto będzie się rozwijać. Bo jeśli miasto jest objęte planami zagospodarowania, to ludzie chętniej tam budują nowe domy, a firmy chętniej inwestują. Bo tam wiadomo, gdzie i co można budować, bo tam łatwiej się inwestuje: przed pozwoleniem na budowę nie trzeba uzyskiwać decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania i terenu, czyli tzw. wuzetki, a jeśli projekt naszego budynku jest zgodny z planem, to urzędnik nie ma prawa nie pozwolić nam na budowę (jeśli planu nie ma, to bywa z tym różnie). Jednym z przykładów polskich miast, które dzięki postawieniu na plany zagospodarowania przestrzennego zaczęły się dynamicznie rozwijać i zaczęło tam powstawać dużo nowych domów, przybywać mieszkańców, jest mazowiecki Serock. Miasteczko, które dzięki planom zagospodarowania także wypiękniało i jest dziś jednym z najładniejszych miast w regionie.

To z tych powodów postanowiliśmy opracować zestawienie 66 największych polskich miast (tzw. miast na prawach powiatu), w którym – za danymi GUS (za 2019 r.) – uwzględniliśmy, jaki procent ich powierzchni jest objęty lokalnymi (miejscowymi) planami zagospodarowania przestrzennego. Oto nasza lista:

1. Ex aequo: Chełm, Chorzów, Jastrzębie-Zdrój, Ruda Śląska, Rybnik, Siemianowice Śląskie, Zamość, Żory – 100 proc. powierzchni miasta objętych lokalnymi (miejscowymi) planami zagospodarowania przestrzennego
2. Jelenia Góra – 99 proc. powierzchni miasta objętych lokalnymi (miejscowymi) planami zagospodarowania przestrzennego
3. Konin – 95 proc.
4. Piekary Śląskie – 94 proc.
5. Gliwice – 92 proc.
6. Świętochłowice – 78 proc.
7. Ostrołęka – 74 proc.
8. Ex aequo: Leszno, Słupsk – 72 proc.
9. Suwałki – 71 proc.
10. Ex aequo: Gdańsk, Jaworzno, Sopot – 66 proc.
11. Ex aequo: Grudziądz, Kraków – 65 proc.
12. Ex aequo: Biała Podlaska, Skierniewice – 64 proc.
13. Krosno – 61 proc.
14. Wrocław – 58 proc.
15. Ex aequo: Siedlce, Toruń – 57 proc.
16. Ex aequo: Gorzów Wielkopolski, Olsztyn – 56 proc.
17. Ex aequo: Białystok, Szczecin – 55 proc.
18. Lublin – 54 proc.
19. Nowy Sącz – 52 proc.
20. Dąbrowa Górnicza – 51 proc.
21. Ex aequo: Poznań, Świnoujście – 48 proc.
22. Sosnowiec – 47 proc.
23. Elbląg – 46 proc.
24. Ex aequo: Bytom, Tarnów – 45 proc.
25. Legnica – 44 proc.
26. Koszalin – 43 proc.
27. Bielsko-Biała – 40 proc.
28. Warszawa, Przemyśl – 39 proc.
29. Ex aequo: Bydgoszcz, Płock, Tychy – 38 proc.
30. Włocławek – 37 proc.
31. Tarnobrzeg – 36 proc.
32. Opole – 35 proc.
33. Mysłowice – 34 proc.
34. Zabrze – 32 proc.
35. Gdynia – 31 proc.
36. Katowice – 27 proc.
37. Częstochowa – 26 proc.
38. Piotrków Trybunalski – 25 proc.
39. Ex aequo: Kalisz, Łódź – 24 proc.
40. Wałbrzych – 22 proc.
41. Łomża – 19 proc.
42. Kielce, Zielona Góra – 18 proc.
43. Rzeszów – 17 proc.
44. Radom – 16 proc.

Nie można, oczywiście, traktować tego zestawienia tak, że miasta, które są na dole rankingu, w ogóle nie dbają o ład przestrzenny i architektoniczny. To byłoby zbyt duże uproszczenie. Samorządy często nie tworzą planów lub tworzą ich zbyt mało, bo opracowanie i przyjęcie tych planów jest kosztowne i oznacza dla samorządów duże ciężary finansowe. Np. jeśli zarezerwują one w planie jakiś teren pod nową drogę, a ten teren należy do prywatnych właścicieli, to muszą go od nich wykupić, zapłacić odszkodowanie. To bardzo dużo kosztuje. Dlatego bardzo potrzebna jest zmiana przepisów – na takie, które zachęcałyby samorządy do tworzenia planów zagospodarowania przestrzennego. Bo obecnych przepisach nie da się tego powiedzieć.

Jacek Krzemiński