Jacek Krzemiński | 15.03.2021

Rząd chce odebrać samorządom lokalnym szpitale powiatowe

Ministerstwo Zdrowia przygotowuje reformę szpitali powiatowych i miejskich. W jej ramach zamierza odebrać je samorządom lokalnym (powiatowym i miejskim) i scentralizować, albo przekazując kontrolę nad tymi szpitalami jakiejś rządowej instytucji, albo przekazując je samorządom wojewódzkim. Poniżej zamieszczamy opinię na ten temat Jacka Krzemińskiego, prowadzącego serwis Tuwartomieszkac.pl i w latach 2017-2019 szefa Serwisu Samorządowego Polskiej Agencji Prasowej – samorzad.pap.pl, który jest bardzo krytycznie nastawiony do takiego pomysłu:

Zdecydowana większość szpitali w Polsce jeszcze przed pandemią była w bardzo trudnej sytuacji finansowej, przynosiła straty i była coraz bardziej zadłużona. Pandemia pogłębiła te problemy. Jak było przed pandemią? Wg danych Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych w 2019 r. 92 proc. tych szpitali (stanowiących większość szpitali w Polsce) przynosiło straty. Tak samo było z innymi szpitalami – tymi podległymi samorządom wojewódzkim i szpitalami klinicznymi, podległymi Ministerstwu Zdrowia. W 2019 r., jak wynika ze statystyk Ministerstwa Zdrowia, wzrosło też zadłużenie szpitali publicznych w Polsce.

Co zmieniła pandemia? Nasiliła problemy finansowe polskich szpitali, ich zadłużenie znów wzrosło. Z kilku powodów. Po pierwsze szpitale miały bardzo duże dodatkowe koszty związane z zakupem środków ochronnych (maseczek, przyłbic, rękawic itd.), a także ze zaostrzeniem reżimów sanitarnych i przekształceniem oddziałów na oddziały covidowe. Po drugie z powodu pandemii przyjęły dużo mniej pacjentów niecovidowych, na co się złożyło kilka przyczyn. To było: zamykanie oddziałów i całych szpitali w związku ze stwierdzeniem koronawirusa u kogoś z personelu, odwoływanie planowych zabiegów spowodowane brakiem środków ochronnych w pierwszej fazie pandemii, niektórzy pacjenci sami rezygnowali z pójścia do szpitala – w obawie przed zarażeniem się koronawirusem. Dlaczego to ważne? Bo szpitale dostają pieniądze z NFZ za wykonane zabiegi, procedury medyczne, za przeprowadzone leczenie – jeśli nie wykonają założonego wcześniej planu, NFZ nie zapłaci im. A szpitale tego planu w zeszłym roku nie wykonały – ze względu na skutki pandemii. NFZ dał im czas, żeby to nadrobiły do połowy tego roku, ale będzie im to bardzo trudno nadrobić. M.in. ze względu na ograniczoną przepustowość szpitali.

Rząd w odpowiedzi na te problemy chce dokonać reformy szpitali powiatowych, polegającej na scentralizowaniu ich, czyli połączeniu w większe grupy i przekazaniu ich jakiejś rządowej instytucji lub samorządom wojewódzkim. Minister zdrowia twierdzi, że szpitale powiatowe są źle zarządzane, niepotrzebne ze sobą konkurują i stąd taki pomysł. Samorządowcy odpowiadają, że szpitale podległe ministrowi zdrowia są w równie trudnej sytuacji finansowej, niemal wszystkie przynoszą straty i są bardzo zadłużone. Samorządowcy mówią, że problem nie leży w zarządzaniu szpitalami czy konkurowaniu między nimi (akurat konkurencja jest w tym przypadku bardzo dobra, bo wychodzi na dobre pacjentom, którzy wolą iść do lepszego szpitala). Ale w ich niedofinansowaniu, zbyt niskich wycenach leczenia szpitalnego stosowanych przez NFZ. Czyli w tym, że NFZ nie pokrywa szpitalom całości kosztów ich funkcjonowania.

Samorządowcy mają na poparcie tej tezy bardzo mocne argumenty. Jesienią 2017 r. dokonano sporej reformy szpitali publicznych, wprowadzono tzw. sieć szpitali, a należącym do nich placówkom kontrakty z NFZ zastąpiono ryczałtami. Miało to znacząco poprawić sytuację finansową szpitali. Ale tak się nie stało. Luka między środkami przekazanymi przez NFZ samorządowym szpitalom a ich kosztami wzrosła w 2018 r. z 1,5 do 2,2 mld zł rocznie, a w 2019 r. do 2,8 mld zł. Cały czas rosło też zadłużenie tych szpitali (tak samo było w przypadku szpitali podległych ministrowi zdrowia).

Zadłużenie SP ZOZ (na które w zdecydowanej większości składa się zadłużenie szpitali) – dane Ministerstwa Zdrowia: IV kw. 2015 – 10,8 mld zł, IV kw. 2016 – 11,2 mld, IV kw. 2017 – 11,8 mld, IV kw. 2018 – 13,1 mld, IV kw. 2019 – 14,6 mld, III kw. 2020 – 15,2 mld.

Udział szpitali przynoszących straty (dane Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych): 2015 r. – 52,2 proc., 2016 – 54,9 proc., 2017 – 54,9 proc., 2018 – 73,3 proc., 2019 – 92,2 proc.

Widać więc, że sytuacja finansowa szpitali publicznych cały czas się pogarsza. Związek Powiatów Polskich przywołuje dane OECD, które pokazują, że Polska przeznacza na opiekę zdrowotną dużo mniej niż porównywalne do niej kraje. Według tych danych udział wydatków na ochronę zdrowia w stosunku do PKB w Polsce wynosi 4,3 proc., podczas gdy w Czechach – 6,5 proc., Słowacja – 5,6 proc., Estonia – 5 proc., Litwa – 4,6 proc., a Węgry – 4,4 proc. W Niemczech to aż 9,9 proc., we Francji – 9,3 proc., w Szwecji 9,3 proc., w Holandii – 8,2 proc., w Wielkiej Brytanii – 8 proc., a przeżywających duże trudności gospodarcze krajach południa Europy – od 4,6 do 6,4 proc. (Grecja – 4,6 proc., Portugalia – 5,9 proc., Włochy i Hiszpania – po 6,4 proc.). Co mówią nam te dane? Że moglibyśmy i powinniśmy przeznaczać na ochronę zdrowia dużo więcej środków niż obecnie. Jeśli to się nie stanie, to – jak powtarzają samorządowcy – szpitalom publicznym w Polsce nie pomoże żadna reforma ani tym bardziej planowana centralizacja szpitali samorządowych. Reform polskiego szpitalnictwa już było kilka, ale po każdej z nich sytuacja finansowa szpitali publicznych nadal była kiepska. Bo główny problem nie leży w modelu organizacji szpitali, ale ich ciągłym niedofinansowaniu.

Mogłoby mieć sens – ale tylko w pojedynczych przypadkach – przekazanie szpitali powiatowych samorządom wojewódzkich. Np. w przypadku najbiedniejszych powiatów (dla których szpital jest kulą u nogi) czy szpitali bardzo dużych, obsługujących nie tylko jeden powiat, ale i sąsiednie, a będących na barkach jednego powiatu. Przez co ten jeden powiat nie jest w stanie sobie z tym poradzić. Tak, jak jest w przypadku szpitala w Grudziądzu, który jest bardzo zadłużony, bardzo ciąży samorządowi tego miasta i już dawno powinien być – ze względu na swój ponadlokalny charakter i wielkość – przekazany samorządowi wojewódzkiemu.

Bardzo źle o intencjach rządu świadczy to, że do zespołu mającego przygotować reformę szpitali samorządowych nie zaprosił ani jednego samorządowca. Fatalny jest też pomysł z certyfikowaniem kandydatów na dyrektorów szpitali powiatowych i miejskich. To by wskazywało na to, że rządowi zależy nie na tym, by poprawić funkcjonowanie szpitali powiatowych i miejskich, ale żeby przejąć nad nimi kontrolę, po raz kolejny zmniejszyć kompetencje samorządów, zmniejszając w ten sposób obszar będący poza władzą rządu i partii rządzącej (a trudna sytuacji wielu szpitali byłaby tylko pretekstem do tego). M.in. wedle założenia, że państwo i rząd jest dobre na wszystko, że działają one lepiej niż samorządy. Takiemu założeniu hołdowały władze naszego kraju w okresie komunizmu, które też wszystko wtedy centralizowały. I sami wiemy, jak to się skończyło. Po 1989 r. szpitale lokalne przekazano samorządom, zakładając, że te lepiej będą je prowadzić niż centralna rządowa instytucja. M.in. dlatego, że dużo lepiej niż warszawska centrala znają lokalne potrzeby. Dziś mamy, niestety, do czynienia z próbą odwrócenia tamtej decyzji. To moim zdaniem bardzo zły pomysł. Lokalnych instytucji nie centralizują nawet komunistyczne Chiny. Czy to da rządzącym w Polsce do myślenia? Oby.

Więcej w moim nagraniu wideo: https://www.youtube.com/watch?v=kmFyA0feXJ0&t=498s