Jacek Krzemiński | 10.05.2021

Gmina Jakubów: jak u Pana Boga za piecem

Za kilka miesięcy przeprowadzam się z rodziną do Mistowa w gminie Jakubów. Dlaczego akurat tam? Dlaczego uważam, że akurat tam warto zamieszkać?

Na to pytanie odpowiedziałem już po części w jednym z moich wcześniejszych tekstów:

Wyprowadzamy się z Warszawy – na wieś

Ale teraz chciałbym dokończyć odpowiedź na to pytanie. Zacznę od tego, że gmina Jakubów leży w odległości 50 km od Warszawy, w bezpośrednim sąsiedztwie Mińska Mazowieckiego. I to jest pierwszy powód, dla którego, gdy ktoś myśli o przeprowadzce, o budowie domu, warto rozważyć gminę Jakubów. Mińsk Mazowiecki jest bowiem dość dużym (ma 41 tys. mieszkańców), dość zamożnym i szybko rozwijającym się miastem. Wprawdzie duża część jego mieszkańców dojeżdża do pracy do Warszawy (z którą to miasto ma bardzo dobre połączenie kolejowe i drogowe – przez autostradę A2), ale w samym Mińsku też można znaleźć pracę. Ma tu swoją główną siedzibę firma Bartek, największy w Polsce producent obuwia dziecięcego. Są w tym mieście także duże zakłady kolejowe: ZNTK Mińsk oraz fabryka włoskiego koncernu Lucchini, która produkuje kolejowe koła i zestawy kołowe. Ale jest też dużo innych firm, jednostka wojskowa, duże centrum handlowe, kino wielosalowe, parę szkół średnich i szpital.

Drugi powód to dobre połączenie drogowe gminy Jakubów zarówno z Mińskiem Mazowieckim, jak i z Warszawą. Na terenie tej gminy jest węzeł autostradowy (na autostradzie A2), z którego dojeżdża się do stolicy w pół godziny. To zapewne dlatego amerykańska firma Panattoni, jeden z największych na świecie deweloperów budujących centra logistyczne, magazynowe i przemysłowe, postawił przy tym węźle jedną ze swych hal magazynowo-przemysłowych. A w owej hali spółka TW Plast uruchomiła w zeszłym roku największą fabrykę maseczek ochronnych (medycznych) w Polsce i prawdopodobnie największą w całej Europie.

Takich inwestycji na terenie gminy Jakubów będzie pewnie więcej, bo jeszcze w tym roku zyska ona – wraz z oddaniem do użytku ostatniego odcinka autostradowej, południowej obwodnicy Warszawy (w ciągu autostrady A2) – bezpośrednie autostradowe połączenie nie tylko z całą stolicą, ale i z Łodzią, Poznaniem, granicą z Niemcami, a przez Niemcy z innymi krajami zachodniej Europy. Trzeba bowiem w tym miejscu dodać, że autostrada A2 to część trasy E30, jednej z najważniejszych arterii drogowych na naszym kontynencie (często uznawanej za główny na osi wschód-zachód europejski szlak komunikacyjny) – łączącej azjatycką część Rosji, Moskwę, stolicę Białorusi Mińsk, Warszawę, Berlin, Hanower, holenderski Utrecht, południe Wielkiej Brytanii oraz Irlandii. Teraz może jeszcze tego bardzo nie odczuwamy, bo autostrada A2 nie jest jeszcze w całości gotowa. Ale to za kilka lat się zmieni, bo już rusza budowa kolejnych odcinków tej trasy (między Mińskiem Mazowieckim a Siedlcami) i trwają intensywne przygotowania do budowy następnych – na wschód od Siedlec. Tak, żeby już autostradową „dwójką” można było za parę lat dojechać aż do granicy z Białorusią (swoją drogą – po białoruskiej stronie, w ciągu trasy E30, autostrada aż do Mińska i dalej już jest).

Rzeczka Rządza w Woli Polskiej (gm.Jakubów), fot. Jacek Krzemiński

Dlaczego jeszcze warto zamieszkać w gminie Jakubów? Dlatego m.in., że to jedno z najładniejszych miejsc na Mazowszu. Ma rzadko spotykany w tym regionie lekko falisty krajobraz (zdecydowana większość Mazowsza jest płaska jak stół, co przez wiele lat przeszkadzało mi – jako człowiekowi, który kocha góry i pochodzi z Pogórza Szydłowskiego), grzybne lasy, a przede wszystkim bardzo malowniczą rzeczkę Rządzę, na której – na obszarze tej gminy – w najbliższych latach ma powstać zalew. W należących do gminy Jakubów miejscowościach nad rzeczką Rządzą powstały dziesiątki domków letniskowych. I to już powinno mówić samo za siebie. Tak samo jak to, że w gminie Jakubów powstaje wiele nowych domów. To wynika także z innych przyczyn. Gdy jeździ się po miejscowościach tej gminy (która, choć jest tu sporo firm, w przeważającej części wciąż jest rolnicza), rzuca się w oczy to, że są one zadbane i doinwestowane. W tego typu polskich gminach często tylko w największej, gminnej miejscowości są dobre drogi, nowoczesne szkoły, chodniki, gazociąg, kanalizacja czy oczyszczalnia ścieków. Ale w gminie Jakubów jest inaczej, co mnie pozytywnie zaskoczyło. Bo np. kanalizacja jest i w Mistowie (gdzie się budujemy), i w innych tamtejszych miejscowościach.

Pod tym względem gmina Jakubów wypada lepiej niż wiele położonych bliżej Warszawy i bogatszych gmin, w których np. niełatwo znaleźć działkę budowlaną – po niewygórowanej cenie – przy asfaltowej drodze z chodnikiem, z latarniami ulicznymi i kanalizacją. A na terenie gminy Jakubów wciąż jest takich działek sporo. I ceny gruntów budowlanych wciąż są tu dużo niższe niż w gminach leżących w mniejszej odległości od stolicy. Za naszą 1000-metrową działkę w Mistowie zapłaciliśmy w zeszłym roku 85 tys. zł. A to działka niemal w centrum wsi, bardzo blisko szkoły, przystanku autobusowego i sklepu, przy asfaltowej drodze z chodnikiem i latarniami ulicznymi, przy której jest też kanalizacja, a w najbliższych latach ma być też budowany gazociąg. W miejscowościach położonych bliżej Warszawy takich – wystawionych na sprzedaż działek – jest bardzo niewiele i osiągają one bardzo wysokie ceny. W gminnej miejscowości Dębe Wielkie, w której wcześniej szukaliśmy działki budowlanej, na sprzedaż były wystawione tylko działki na obrzeżach tej miejscowości. Na ogół przy gruntowych (z ubitej ziemi) drogach, bez kanalizacji, bez chodnika, bez latarni ulicznych, daleko od szkoły i od centrum wsi. Często w szczerym polu. Podobnie było w gminie Halinów, gdzie jeszcze wcześniej próbowaliśmy znaleźć działkę na naszą kieszeń (zakładaliśmy, że będziemy mogli przeznaczyć na nią nie więcej niż 200 tys. zł i działka musi mieć co najmniej 800 mkw.).

Jest jeszcze jedna rzecz, która urzekła mnie w gminie Jakubów. To, że nie ma tu typowego dla miejscowości podwarszawskich chaosu przestrzennego (wiele nowych osiedli buduje się tam często w szczerym polu) i zabudowywania czego się da, wszystkich wolnych przestrzeni, pól, lasów, zjawiska zwanego z angielska urban sprawl. Czyli rozlewania się miasta.

Kościół w Jakubowie, fot. Jacek Krzemiński

Urzekło mnie – jako wnuka rolnika – też to, że w gminie Jakubów ciągle jest sporo prawdziwych rolników, od których można kupić jajka, mleko, owoce czy miód. Zachwycam się tym, bo w miejscowościach położonych bliżej Warszawy rolnictwa w zasadzie już nie ma. Dawni rolnicy lub ich potomkowie zamieniają tam swe pola na grunty budowlane, dzielą je na mniejsze działki i sprzedają. To oczywiście ma też miejsce na terenie gminy Jakubów, ale na nieporównanie mniejszą skalę. W każdym razie nie grozi tej gminie, że zaniknie w niej rolnictwo. A ja sam zamierzam się do tego przyczynić, bo marzy mi się, że gdy już tam zamieszkamy (nasz dom w Mistowie już się buduje), to dokupimy jeszcze gdzieś blisko kawałek ziemi rolnej pod sad. Mistów ma pewne sadownicze tradycje (wciąż jest tam trochę sadów, a w sąsiedniej Leontynie powstają nowe uprawy krzewów owocowych), ja sam pochodzę z sadowniczej okolicy, przepracowałem wiele dni w sadach (m.in. przy przycinaniu drzewek), mam kolegów sadowników, niewielkie sady mieli koło domu obaj moi dziadkowie. Wydaje mi się więc, że i ja mógłbym być niezłym sadownikiem-hobbystą. Szczególnie, że zamierzam mieć sad ekologiczny, w którym posadzę głównie stare polskie odmiany drzew owocowych, będę unikał oprysków (moi dziadkowie nie pryskali swych sadów, a mieli piękne i długo przechowujące się owoce), bo przecież można je zastąpić biologicznymi metodami. Które wprawdzie są bardziej czasochłonne, ale też skuteczne, na dodatek tańsze niż środki chemiczne, a przede wszystkim bezpieczne – dla naszego zdrowia i dla środowiska.

Reasumując, jestem przekonany, że w Mistowie, w gminie Jakubów, znajdę – z moją rodziną – swoje miejsce na ziemi. Że tu się zakorzenię. Bo tu dużo łatwiej będzie się zakorzenić niż w Warszawie. Choćby dlatego, że tu niemal wszyscy się znają, co po przeżartej anonimowością stolicy będzie jak odrutka. Rozczarowania się nie obawiam, bo pochodzę z małej miejscowości i wiem, jak w takiej miejscowości się mieszka i czego się spodziewać. I z perspektywy czasu, po 25 latach mieszkania w Warszawie i czterech latach spędzonych w Krakowie (gdzie studiowałem), widzę coraz wyraźniej, że małe miejscowości mają dużo więcej zalet niż wad i że żyje się w nich lepiej niż w dużych miastach. I dużo lepiej niż w największych polskich miastach, których zdecydowana większość mieszkańców nie ma szans na to, by mieć w nich swój własny dom (bo domy i działki budowlane są tam bardzo drogie i coraz droższe). Własny dom, który jeszcze przed II wojną światową miała większość Polaków (w zachodniej Europie tak jest po dziś dzień – większość jej mieszkańców mieszka, jeśli nie w domu, to przynajmniej w szeregowcu z ogródkiem). Dopiero za PRL zaczęli je zamieniać na mieszkania, przenosząc się masowo do miast i traktując to jako społeczny awans. Czy to była dobra zmiana? Dla wielu chyba nie, skoro dziś Polacy masowo wyprowadzają się z miast, budując sobie w ich – bliższym i dalszym – sąsiedztwie własne domki. A więc tym, którzy zamierzają zrobić to samo, polecam gminę Jakubów.

Jacek Krzemiński