Jacek Krzemiński | 13.03.2021

Szydłów – tu się wychowałem. Czy warto tu mieszkać?

Szydłów to jedno z najpiękniejszych polskich miasteczek. Tu spędziłem pierwszych 19 lat mojego życia. Potem wyjechałem na studia do Krakowa i już do mojej rodzinnej miejscowości nie wróciłem. A ze stolicy Małopolski przeniosłem się do Warszawy. Dlaczego tak to się poukładało? Po pierwsze dlatego, że wybrałem studia dziennikarskie, a gdy zaczynałem pracę jako dziennikarz, to praca w tym zawodzie była tylko w dużych miastach (tak wyglądało to w Polsce). Nawet w Krakowie rynek pracy dla dziennikarzy był wówczas bardzo mały, co sprawiało, że w krakowskich redakcjach można było nimi pomiatać. I to był powód, dla którego przeprowadziłem się do stolicy.

Po drugie w latach 90., ale i później, w większości polskich miast, miasteczek i gmin było bardzo wysokie bezrobocie. W niektórych sięgało 30-40 proc., a wśród ludzi młodych – 50 proc. To też sprawiało, że były tam bardzo niskie zarobki, bo jeśli bezrobocie jest wysokie, to zarobki niskie (to są proste ekonomiczne zależności: niższy popyt na pracowników to niższe wynagrodzenia). To powodowało również, że w wielu przypadkach pracodawcy wykorzystywali tę sytuację – kosztem pracowników.

To był dramat, który doprowadził do tego, że najpierw tysiące młodych ludzi przeniosło się do Warszawy, a potem, po wejściu Polski do UE, wyemigrowało do Wielkiej Brytanii, Irlandii i innych krajów zachodniej Europy. I to zjawisko dotknęło też Szydłowa. Wyjechałem z niego i nie wróciłem z tych samych powodów, dla których po 1989 r. opuściło swe rodzinne miejscowości setki tysięcy ludzi w Polsce. Czyli z przyczyn ekonomicznych, za pracą. Bo dla mnie w Szydłowie jej wtedy nie było.

Dziś żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości. Po wejściu Polski do UE bezrobocie w naszym kraju zaczęło szybko spadać. Ale spadło w dużej mierze dlatego, że je „wyeksportowaliśmy”. To znaczy, że dużo ludzi, którzy w Polsce nie mogli znaleźć pracy, wyemigrowało do zachodniej Europy. Bezrobocie w naszym kraju znów wzrosło po kryzysie finansowym w 2008 r., po którym ponownie nasiliła się emigracja z naszego kraju. Ale potem bezrobocie zaczęło spadać, do Polski napłynęło wiele inwestycji zagranicznych, w wielu miejscach powstały nowe fabryki czy centra logistyczne, szybko rozwijało się wiele polskich firm. To miało związek m.in. z tym, że przed mistrzostwami Europy w piłce nożnej Euro 2012 Polska wreszcie zdecydowanie przyspieszyła budowę autostrad, dróg ekspresowych i obwodnic. I do dziś nie zwolniła tempa ich budowy (mamy już niemal gotową w całości podstawową sieć autostrad i dróg ekspresowych). To bardzo pomogło polskiej gospodarce, przyciągnęło do naszego kraju wielu inwestorów, Polska nareszcie zaczęła korzystać ze swego dobrego – tranzytowego – położenia geograficznego, między wschodem a zachodem Europy. Bo drogi to – jak mówią ekonomiści – krwioobieg gospodarki.

Wracając do Szydłowa, to dziś oferuje on zupełnie inne możliwości niż wtedy, gdy z niego wyjeżdżałem. Jest lepiej z pracą. Są w Szydłowie dwie nieźle prosperujące fabryczki, a w sąsiednich Grabkach Dużych – kolejna. Jest więcej turystów. Bardzo rozwinęło się w mojej rodzinnej miejscowości sadownictwo. A dziś, gdy prawie każdego stać na samochód, pracy można szukać także w okolicy, znaleźć ją w innej miejscowości, dojeżdżać. Tym bardziej, że mamy dziś nie tylko więcej autostrad i ekspresówek, ale i bardzo poprawiły się pozostałe drogi, także te wojewódzkie i lokalne, przybyło obwodnic.

Tak, jak napisałem na początku, Szydłów jest jednym z najpiękniejszych polskich miasteczek – głównie dzięki zachowanym w dużej części murom obronnym, licznym, pięknym zabytkom i pięknemu położeniu. Wprawdzie po 1989 r. poprzedni włodarze Szydłowa podjęli kilka niefortunnych decyzji, które ujęły mu piękna (jedną z tych decyzji była budowa nowej szkoły na Placu Zamkowym i nie dostosowanie jej architektury do zabytkowego otoczenia, co np. trochę popsuło panoramę mojej rodzinnej miejscowości od strony Kielc). Ale mimo to Szydłów wciąż jest bardzo ładną miejscowością (nie nazywałbym go jednak polskim Carcasonne, bo to określenie mocno na wyrost; kto widział Carcasonne, ten przyzna mi rację). Malownicze są też jego okolice, blisko stąd nad zalew Chańcza, niedaleko do przepięknych zamków w Krzyżtoporze i Baranowie Sandomierskim, Gór Świętokrzyskich czy Sandomierza.

Felerem Szydłowa może wydawać się peryferyjne położenie – daleko stąd do dużych miast. Ale to równie dobrze może być atut (z wielu powodów, ale to temat na osobny artykuł), bo bliskość dużego miasta może danej miejscowości i pomóc, i zaszkodzić. Co widać po wielu podwarszawskich miejscowościach, do których przenosi się wielu warszawiaków, przez co w tych miejscowościach panuje już tłok (co widać np. po szkołach i przedszkolach), domy i działki są tam już bardzo drogie, zabudowa chaotyczna, a samorządy nie nadążają z budową infrastruktury.

Co bardzo ważne, w Szydłowie mieszka wielu wspaniałych, dobrych, fajnych ludzi (wprawdzie gdzie indziej też jest ich dużo, ale rzadko to doceniamy, skupiając się zbytnio na tej gorszej, ciemnej części otaczającej nas rzeczywistości). Mówię o tym z pełnym przekonaniem, bo ich znam, większość od dziecka.

Zadacie więc pewnie pytanie: skoro Szydłów jest taki piękny, skoro mam do niego taki sentyment, skoro warto tu mieszkać, to dlaczego do niego nie wracam? Z prozaicznych przyczyn. Przede wszystkim dlatego, że moja żona jest jedynaczką, rodowitą warszawianką, a jej mama też mieszka od urodzenia w Warszawie (tata mojej żony nie żyje, moi rodzice też od lat nie żyją) i nie zamierza się z niej wyprowadzać. Gdybyśmy – ja z żoną i dziećmi – przeprowadzili się do Szydłowa, mielibyśmy do mojej teściowej bardzo daleko. I to dla nas wszystkich byłoby bardzo bolesne (dla mnie też, bo moja teściowa traktuje mnie jak syna i kocham ją jak moją własną mamę).

Po drugie wciąż pracuję jako dziennikarz i tak już pewnie pozostanie, bo bardzo lubię ten zawód. Mimo że przeżywa on dziś bardzo głęboki kryzys, a w większości polskich mediów nie ma obecnie miejsca na obiektywne, rzetelne, uczciwe, poważne i pogłębione dziennikarstwo. Mieszkając w Szydłowie, dużo trudniej byłoby mi pracować w tym zawodzie, bo nadal jest tak, że praca dla dziennikarzy jest głównie w dużych miastach. Jednak z Warszawy się wyprowadzam, ale nie do podwarszawskiej miejscowości, tylko do Mistowa pod Mińskiem Mazowieckim (gmina Jakubów), skąd do centrum stolicy jest 50 km. W zeszłym roku kupilliśmy tam działkę, a niedawno wystąpiliśmy o pozwolenie na budowę. Będziemy budować dom w technologii szkieletowej, kanadyjskiej, który buduje się dużo szybciej niż murowany. Więc jak Bóg da, wprowadzimy się do niego jeszcze w tym roku. Do Szydłowa nie będę miał stąd dużo dalej niż z Warszawy. To dla mnie ważne, bo w Szydłowie mieszka moja siostra Kasia, bo na szydłowskim cmentarzu są groby moich rodziców i mojego brata Krzysia, bo do Szydłowa po prostu lubię przyjeżdżać. Tu odpoczywam.

Na koniec link do filmu, w którym zobaczycie, jak Szydłów wygląda:

Jacek Krzemiński